Ef

Kawa, papierosy, pogaduchy

Oceniaj mnie, niech jad strumieniami leje się

gilotynaCiężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast blichtru i należnej sławy, ciągłe wymazywanie gumką miast, gdzie nigdy już nasza noga nie postanie, bo zespół który oceniliśmy niesprawiedliwie przecież, przypiął nam łatkę banity. Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast zachwytów nad naszym kunsztem i szermierką słowną, zranieni (niesprawiedliwie – dodajmy ) muzycy, wmawiają nam, że się nie znamy i opisać rzekomego piękna ich twórczości nie potrafimy.

Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast, należnych nam przecież słów pochwały, peanów na cześć naszej ogromnej muzycznej wiedzy, słyszymy co najwyżej, że „jak nas zespół dorwie, to nam nogi z dupy powyrywa”. Zero zrozumienia dla naszych starań pisania rzetelnych i obiektywnych przecież, recenzji. Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego.  Zamiast świętego spokoju i ciszy, która tak potrzebna jest po kolejnych przesłuchaniach najnowszych dokonań TYCH sławnych ( i trochę mniej ) grup , wciąż jesteśmy zaczepiani przez młodych adeptów Rock&Rolla, którzy wciskają nam swoje muzyczne „nowatorskie” dokonania, robiąc przy tym oczy niczym kot ze Shreka 2. I weź tu odmów.

Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast należącej nam się chwili radości, kiedy to chcemy siąść sobie ze znajomymi płci obojga i pogadać o niczym, nagle podchodzi do nas wymieniony wyżej adept ( chociaż tu pasuje bardziej określenie : słuchacz muzyki) i zadaje to sakramentalne pytanie. „A czego teraz się słucha?” Nic to, że ciśnie się nam na usta mało wysublimowana riposta : „Matki”. Trzeba cierpliwie nieść kaganek muzycznej oświaty. Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast prostego „stoję jak kołek (…). Nie wiem co mówić na przyjęciach”, trzeba błyszczeć. Nie ugiąć się pod pytaniem  „ a co sądzisz o tym nowym prądzie w tajwańskiej muzyce niezależnej. Czyż nie należy się zachwycić jego eklektyzmem?”. Chciałoby się powiedzieć, że nie wiem, nie znam się. Ewentualnie, że tę kompilację, jak i treści które są w tej muzyce łączone, mamy gdzieś. Ale nie można, światłość i celność naszych uwag musi pozostać faktem.

Ciężkie jest życie recenzenta muzycznego. Zamiast przesłuchiwania swoich ulubionych kapel, zmuszeni jesteśmy do zapoznawania się z zespołami, których poza muzykami i ich najbliższymi rodzinami, nikt nie zna. Skutkiem tego, wytwarza się w recenzencie muzycznym, pewnego rodzaju odruch warunkowy. Nasz pień mózgowy wysyła bodziec i na każde pytanie, które dotyczy zespołu, który znać przecież powinniśmy, bo jest sławny odpowiadamy : „Nie, jeszcze nie słyszałem”. Mniej istotne czy usłyszeć chcemy, ale przecież musimy tworzyć wrażenie osoby zapracowanej i zawalonej wprost muzyką inną, acz nowatorską, ale nie zapominającej o pionierach. W muzyce przecież niewiele się dzieje, więc naszym psim obowiązkiem jest znać wszystko i wszystkich.

Pomarudził i ponarzekał, ale co tak naprawdę chciał powiedzieć? Jedni sklejają papierowe modele, inni zbierają puszki od piwa, ewentualnie butelki po wódce. A ja kocham pisać  o muzyce, mimo, że ma to taki sam sens jak tańczenie o architekturze.

2 Comments

  1. Widzę, że poruszyłeś ważny temat: Jak ocenić zespół który tak naprawdę nie istnieje? Jeśli robisz to w serwisie który ma markę w miarę dobrze zbudowaną negatywy tak naprawdę nic nie przyniosą, pozytywnie zaś zaledwie kilka procent zaciekawi się co to jest i z czym to się je. Jeśli będziesz oceniał w miarę neutralnie, to tak naprawdę jak by żadnej recenzji nie było, nikt nie będzie pamiętał i po 2 zdaniach odechciewa się czytać. Zauważyłem, bo sam prowadzę bloga na temat muzyki gig-news.pl liczą się te opinie najbardziej odbiegające od rzeczywistości. Ile w tym jest Ciebie tym opinia jest lepsza. Często chodzę na koncerty i nieraz aż prosi się wręcz krzyczeć same bluzki na temat znanej kapeli ale obawiam się, że taką recenzją można wiele stracić.

    Wydaje mi się, że branża muzyczna jest na tyle szeroka, że całego tematu jedna osoba nie jest w stanie ogarnąć. Codziennie czytam informacje pojawiające się u naszych europejskich sąsiadów i widzę, że niestety ale jesteśmy bardzo w tyle za nimi, z ilością informacji, jakością i szybkością publikacji.

    Co do poznawania i zmuszania się do nowej muzyki, nowych niszowych kapel, to nie widzę nic tutaj złego. Trzeba tylko chcieć i dawać szanse nowym kapelą. Polska ma bardzo dobre zespoły, zespoły które są bardzo głęboko w podziemiu, którym brakuje czasem wsparcia a czasem szczęścia by zaistnieć w tym wielkim świecie PR i znajomości.

    Takie jest moje zdanie. Zapraszam na http://gig-news.pl i na stronę na Facebook http://www.facebook.com/GiGNews jeśli oczywiście lubisz dyskusje na temat muzyki. A twojego bloga oczywiście dodaje do czytnika RSS :)

  2. Jestem zdania, że jeśli serwis ma w miarę dobrą markę, to jednak w pewien sposób tworzy gusta. A więc nawet nieznany zespół może zostać zauważony. Natomiast wydaje mi się, że ludzie średnio mają czas i ochotę czytania recenzji. A już na pewno w necie. Często ogranicza się to po prostu do prostego śledzenia opinii na forach internetowych. “Chujowa płyta / dobra płyta”. Taka więc bardziej smsmowa forma recenzowania.

    Istotą pisanie recenzji (zresztą nie tylko) jest wkładanie w to siebie. To proste. Wiesz, suche fakty po prostu nudzą. Także styl jest ważny. Często ważniejszy od opisania samej muzyki. Zdarza się przecież, że opisujemy zespół, który od 20 lat gra to samo. Więc jakby wałkowanie co grają, pozbawione jest sensu.

    Na temat niszowych zespołów się nie wypowiem, bo temat jest za rozległy i niekoniecznie czarno – biały. Dobre zespoły – zero znajomości.

Leave a Response